Okres jesienno-zimowy nie sprzyja lalkowiczom w zakresie robienia zdjęć. Za oknem ciemno, w domu ciemno, sztuczne oświetlenie nie jest wystarczające. Teoretycznie sytuację powinna ratować lampa błyskowa, ale przy makrofotografii więcej szkodzi, niż pomaga. Czasami sytuację ratuje dobry aparat, program graficzny i specjalistyczne lampy, ale przeciętny zjadacz chleba, ze swoim tanim kompaktem wiele nie zdziała.
Cały problem polega na tym, że nie da się ustawić mocy lampy błyskowej, przez co zdjęcie robione z bliskiej odległości wychodzi koszmarnie prześwietlone. Już jakiś czas temu rozważałam ten problem szukając sposobu na zrobienie dobrych zdjęć na allegro. Trafiłam wtedy na tutorial dotyczący tworzenia namiotu bezcieniowego domowym sposobem.
Co prawda pan fotograf zasłaniał całkowicie lampę błyskową aparatu, ale boczne lampy błyskowe filtrował przez papier. I tak ostatnio przemknęło mi przez myśl, żeby przysłonić lampę błyskową kartką papieru. Pod ręką miałam małe biurkowe karteczki i z nich skorzystałam.
Nie należy się spodziewać nie wiadomo jakich efektów, bo nic nie zastąpi światła dziennego, jednak warto z tą metodą pokombinować. Poniżej przedstawiam sześć zdjęć połączonych w pary. Każda para zawiera zdjęcie robione z lampą odkrytą i przysłoniętą białą kartką papieru. Od razu mówię, że zdjęcia mają charakter czysto poznawczy, dlatego otoczenie nie jest zachęcające. Ale po prostu robiłam je z doskoku pomiędzy lepieniem pierogów a krojeniem sałatki;)
W zależności od tego jakie mamy światło zastane (pora dnia/rodzaj oświetlenia - trzeba dopasować ilość złożeń kartki - metodą prób i błędów - tym bardziej że papier papierowi nie równy.
Jak widać buzia Gi trochę się błyszczy, ale mniej niż np. przy lampach 400 WATT, których zazwyczaj używam. Całkiem nieźle prezentują się szklane oczy. Nie miałam możliwości sprawdzić jak to wygląda przy oczach Barbiowych, ale może ktoś z was pokusi się o eksperyment?
Zawsze mnie irytowało,że nie mogę aparatem uchwycić nastrojowego światła. Zawsze było za ciemno a lampa wszystko psuła. Technikę trzeba jeszcze dopracować, ale myślę, że daje pewne możliwości.
Tym bardziej jeśli uruchomimy wyobraźnię i np. użyjemy kolorowego papieru itd. Np. na poniższym obrazku filtrowałam światło przez pomarańczową kartkę.
Zauważyłam, że korzystając z tej techniki należy dopasować ilość złożeń kartki papieru do trzech punktów:
1. Im bliżej obiektu jest aparat tym więcej warstw.
2. Im jaśniej w pomieszczeniu tym więcej warstw
3. Im cieńszy papier tym więcej warstw.
I na odwrót. Ja do swoich zdjęć korzystałam z 4 warstw biurowej karteczki (czyli dość grubego papieru).
Czy próbowaliście kiedyś robić zdjęcia tym sposobem? Jeśli tak jakie były efekty? Jeśli ktoś zdecyduje się spróbować, to proszę o podzielenie się efektami tych prób :)



